Skip to content

Nowy Ekran – zawiedzione nadzieje

Ja stanowczo PROTESTUJĘ !!!

Jestem tu na NE jednym z najstarszych…, mam na myśli najwcześniej piszących blogerów, od samego początku (http://www.nowyekran.pl/catalog/1,CreateDate,1 ), od etapu testów, prób i ekscytacji naszym nowym informacyjno-edukacyjnym medium. Medium to tworzone było z misją i hasłem medium wolnego od CENZURY, gdyż jego główny inicjator Łażący Łazarz, ale i ja również, doświadczyliśmy osobiście bezwzględnej cenzury rodem z żydo-bolszewickiego PRL-u jaką potraktowano nas (i nie tylko nas) na portalu Salon24.pl, znanym też pod nazwą Szalom24.pl.
To jest na prawdę emocjonalnie gorzkie doświadczenie, kiedy poświęcasz swój prywatny czas kosztem innych obowiązków, tak rodzinnych jak i zawodowych (gdzie możesz robić grubą kasę), bo masz naturalny, tożsamościowy, patriotyczny imperatyw, więc długie godziny swojego życia poświęcasz na darmową, społeczną pracę pro publico bono dla swojej polskiej wspólnoty, dla narodu z którego pochodzisz, i nagle… jakiś zawiadowca, techniczny administrator tej publicznej przestrzeni niszczy cały twój wysiłek, usuwając w sekundę miesiące twojej pracy, usuwa teksty, usuwa komentarze, autorytatywnie knebluje ci usta i totalitarnie zawłaszcza twoje prawo do publicznej wypowiedzi, do publicznego obywatelskiego dyskursu, do wolności słowa.

Tego doświadczył Tomasz Parol, w odpowiedzi na to powstał Nowy Ekran, mający być jedynym w polskiej sieci, niezależnym miejscem spotkań, krytycznej blogerskiej myśli, wolnej od C E N Z U R Y.

Jednak stało się wg pospolitego scenariusza. Do ŁŁ zapukał człowiek z kasą i obiecał finansować przedsięwzięcie. ŁŁ z pozycji cenzurowanego i banowanego blogera awansował na pozycję tego, który może banować i cenzurować innych. Niestety, nie udało mu się zapanować nad sobą, stanąć na wysokości zadania więc, skoro mógł banować i cenzurować, to też i tak zaczął czynić. Najpierw zaczęło się od Kozaka, później na odstrzał poszło kilku następnych piszących, zawsze znalazła się stosowna wymówka i rzekome uzasadnienie cenzorstwa ze strony ŁŁ, aż do ostatniego bezpardonowego usunięcia tekstu* szanowanego działacza opozycyjnego z czasów Solidarności p. Krzysztofa Cierpisza. ŁŁ, MORDUJĄC WOLNOŚĆ SŁOWA, NASZE PRAWO DO OCENY, TO PODSTAWOWE PRAWO CZŁOWIEKA i OBYWATELA, nie pozwolił nam czytelnikom, nam publiczności, nam obywatelom tego publicznego dyskursu ocenić wypowiedzi i opinii naszego rodaka K. Cierpisza.

Nasz drogi RedNacz zawsze taki mord tłumaczył: „(…) złamaniem regulaminu NE”. Jednakże jeśli on ten swój regulamin łamał, np. używając wulgarnego słowa „kurwa” w swoim tekście, to jednak problemu dla niego nie było. Jeśli szef wspomnianego wcześniej Szalom24.pl – Igor Janke podobnie go cenzurował kierując się swoim regulaminem, to ŁŁ czuł się bardzo poszkodowany i niesprawiedliwie potraktowany.

Drogi ŁŁ! Jeśli więc napisałeś zły regulamin, który jest sprzeczny z reklamowaną wszem i wobec wolnością słowa na NE, z wolnością od cenzury, to… zmień ten regulamin! Inaczej Nowy Ekran topisz w zakłamaniu, w hipokryzji. TO JEST PO PROSTU i ZWYCZAJNIE NIEUCZCIWE!!!
Nie można krzyczeć założyłem portal bez cenzury i cenzurować ludzi.
Ja stanowczo P RO T E S T U J Ę !!!

Teraz pytanie do blogerów. Czy pozwolicie na tę nieuczciwość?
Ilu z Was protestowało, kiedy cenzurowano Cierpisza i innych?

Ja nie widziałem wielu. Wiem nawet dlaczego. Sami nie jesteście lepsi. Jak ŁŁ rezolutnie zauważył, sami wycinacie komentarze innych, gdy tylko są wam nie na rękę pod waszymi notkami lub naciskacie ŁŁ by ocenzurował, wyciął, usunął tego czy owego. GPS. 65 nie raz usunął mój komentarz, niejaki Radny Miasta Tychy wyciął moje komentarze i paru innych też to zrobiło. Drodzy Państwo, to się nazywa HIPOKRYZJA. Nie wstyd Wam?
Co sensownego chcecie zbudować na zakłamaniu, hipokryzji?
To są te Wasze pryncypia?

Ja stanowczo P RO T E S T U J Ę !!! Czy ktoś jeszcze protestuje? **

* tekst uratowany przez Rebeliantkę dostępny na jej blogu pod linkiem http://rebeliantka.nowyekran.pl/post/41401,zanim-znowu-zniknie

** Od następnej notki zaczynam cykl demaskujący R. Oparę, by wesprzeć Costerina w zmaganiach o elementarną uczciwość. Jeśli nie zaprotestujesz teraz, to pewnie i mnie usuną tu notkę, ty będziesz następny.

W odpowiedzi blogerowi NE – Nikanderowi – zatroskanemu o losy krajan z polskiego kraju

Zauważyłem frustrację tego blogera, który przyznaję jest cennym nabytkiem NE, a że jego stan emocjonalny jest zrozumiały oraz zainteresowanie czytelników tematem było niewielkie, to moich słów kilka skreśliłem poniżej. Jak socjolog do inżyniera:

Co pierwsze i co ważniejsze: pryncypia, czy ponderabilia?

Nota: Riposta ta, jest do notki Nikandera pod tytułem „O kurna! Wygrałem wybory…” http://nikander.nowyekran.pl/post/30575,o-kurna-wygralem-wybory

Drogi Nikanderze!
Ja chętnie wesprę pana apel do rodaków o rozsądek, gdyż generalnie zgadzam się z większością uwag zaprezentowanych w pana publicystyce, jakkolwiek ewidentnie jest różnica w naszych podejściach, jak właśnie zwykle to bywa między przedstawicielami różnych pokoleń oraz umysłów. Z racji starszeństwa jest pan oczywiście na uprzywilejowanej pozycji, gdyż tradycyjnie mnie z młodszego pokolenia, przystoi uszanować i wysłuchać z pokorą, co starszy mówi (czy pisze). Aczkolwiek ja młodszy muszę wziąć poprawkę, iż ten starszy (czyli pan) przeżył całe swoje życie w sowieckim PRL’u, a to zostawia ślad…, gdyż to musiało być przecież traumatyczne przeżycie. Prawda ? Inaczej nie mielibyśmy dziś w społeczeństwie polskim tylu „homo sovieticusów”.
Ponadto, w rozmowie socjologa z inżynierem zawsze będzie iskrzyć, jeśli obydwaj nie wykażą woli, by wysłuchać drugiego i podjąć wysiłek interdyscyplinarnego zrozumienia innej perspektywy. Dlaczego?
Ano jeden i drugi, to łebskie chłopaki, tyle że każdy rozumuje inaczej: umysł inżyniera w procesie myślenia automatycznie stosuje wnioskowanie dedukcyjne, czyli kombinuje od ogółu do szczegółu, a umysł socjologa odwrotnie, od szczegółu do ogółu, czyli że stosuje wnioskowanie indukcyjne. Obydwaj zaczynają z innych miejsc swoją intelektualną podróż w każdym temacie i kończą tam gdzie drugi zaczął. Nie mogą się jednak spotkać po drodze, gdyż już nie mają cierpliwości, czy czasu, by dopilnować, aby we wnioskach nie rozminąć się.
Mamy przykład: podparł się pan Cameronem z UK (w zalinkowanej we wstępie notce) . Nie zauważył pan jednak, że tam praworządność już mają od króla Henryka II Plantageneta (koronowany w 1154r.) który wprowadził tzw. Common Law – prawo powszechne. Anglicy więc żyją od niemal 1000 lat w kulturze prawa i jednego standardu dla wszystkich. W Polsce zaś, od tysiąca lat Polacy wychowywali się w kulturze bezprawia, nie-rządu, podwójnego standardu i relatywizmu moralnego, czyli wyjątków od wyjątków.
W UK mają uporządkowany schemat, najpierw tworzą Policies^, a potem Procedures^^. Wszędzie, nawet w najmniejszej społecznej organizacji, mają „Policy and Procedures Manual”. Dlatego w historii odnotowano Imperium Pan Britannica, a teraz Pan American pisze swoją własną historię.
My Polacy błądzimy na marginesie tych cywilizacji, bo zaczęliśmy jako naród niepiśmienny w Xw., a do dziś pozostajemy narodem nie czytającym (patrz: badania czytelnictwa).

Pan jest wściekły na blogerów NE, że nie chcą pisać z panem „procedures” oraz za to, że zajmują się wciąż „policies”. Zapewne dlatego też, nie wrócił pan do dialogu o „policies” w notce pod linkiem http://socjologiakrytyczna.nowyekran.pl/post/26699,wyborco-ze-szczecina-bloger-nowego-ekranu-kandyduje-do-sejmu-rp#comment_219875

Moim nieskromnym zdaniem, sam w swoich nawoływaniach doszedł pan do polskiego absurdu, stawiając konie za wozem. Czy widział pan kiedyś, skoro tak często powołuje się pan na doświadczenie gardząc przy tym czytelnictwem, by konie pchały wóz, czy jednak ten wóz ciągną, patrząc na kierunek w którym zmierzają?

Pan ponderabilia* stawia przed pryncypiami**. Nawołuje pan do tworzenia zespołów piszących szczegółowe ustawy, czyli ponderabilia, nie dbając o wytyczenie właściwego azymutu (pryncypia) w którym ten polski statek ma płynąć, by nie rozbić się o skały. I tu nawet nie chodzi mi o pisanie najpierw konstytucji (ustawy głównej) przed szczegółowymi ustawami, gdyż UK nie miało i nie ma konstytucji a jakoś ich statek dobrze płynął i płynie wciąż lepiej niż Polska, ale chodzi mi o narodowy konsensus na jedne pryncypia, to w UK było i jest. Dlatego przytoczony Cameron mógł nie troszczyć się o pryncypia, inni to za niego zrobili już wcześniej, a wziąć pod pachę rzeczone ustawy, czyli ponderabilia. To właśnie najpierw o PRYNCYPIA tu chodzi drogi Nikanderze, o inną KULTURĘ, inną CYWILIZACJĘ i inne WARTOŚCI.

Niemądrą jest dyskusja o szczegółowe zapisy w ustawie o prawie gospodarczym i kodeksie handlowym przed dyskusją o typie ustroju politycznego w jakim Polacy chcieliby żyć. Jeśli debata publiczna w tym głównym temacie nie jest możliwa lub konsensus narodowy nie jest możliwy do osiągnięcia, to znaczy, że Polacy akceptują swój ponury los bycia tanią siłą roboczą w eksploatowanej kolonii, i ewentualne dyskusje kilku światłych osób o ustawach szczegółowych, ale bazując na odmiennych pryncypiach, mijają się z celem i rozsądkiem. Innymi słowy, są nieefektywnym biciem piany, są psu na budę, jak kulą w płot, od dupy strony, jak pięść do nosa, i dalej tu proszę dopisać sobie inne znane podobne ludowe powiedzenia.

Głupcem jest ten, co remont domu na zgniłych fundamentach planuje. Głupcem ten, co nowe fundamenty nie na skale, ale na piaskach osadzać zamierza i głupcem też ten, co do łatania dachu się bierze, nie bacząc, że nie ma zdrowej nośnej konstrukcji na której ten dach chce oprzeć. Po trzykroć głupcem!

Wśród Polaków jak dotąd nie ma konsensusu w pryncypiach, ani co do wizji wspólnego fundamentu, ani co do wspólnej konstrukcji nośnej. Polak Polakowi polakiem jest, więc dlatego żyd syjonista-biznesmen za nas, na swoją korzyść, ustawy w Polsce nam pisze, inny je uchwala, a pożyteczny polski idiota je realizuje.

Z wyrazami szacunku,
Demaskator.

* ponderabilia – rzeczy uchwytne, dające się zważyć, zmierzyć, dokładnie określić; etymologia: późn. łac. ponderabilis ‘dający się zważyć’ z ponderare ‘ważyć’ od pondus ‘ciężar, odważnik’;

** pryncypia – zasady, trzymać się zasad, naczelność, coś co przewodzi, pierwotność; etymologia: łac. principalis ‘główny’, principialis ‘początkowy’ (od principium ‘początek’) i principatus ‘pierwsze miejsce; władza’ od princeps ‘pierwszy; władca; książę’;

^ policies – angielskie słowo, w l. poj.: „Policy”, oznacza generalnie wskazywanie, kierowanie, prowadzenie, czy zarządzanie pryncypiami (principle), czyli zasadami, ideami głównymi, myślami fundamentalnymi.

^^ procedures – angielskie słowo w l. mn., oznaczające zapis serii zależnych od siebie kroków postępowania, wewnętrznie spójnych i logicznych, które mają służyć do wprowadzenia (implementacji) w społeczne życie zapisanych i uzgodnionych pryncypiów, czyli „policies”. Instrukcje i ewentualnie związane z nimi formularze pomagają w tym procesie implementacji uzgodnionej polityki (Policy) na szczeblu Zgromadzenia Narodowego i dalszym wykonywaniu szczegółowych procedur.
Nota: wcześniej w kulturze anglosaskiej istniało sformułowanie: „practice policies”, gdzie występowały w praktyce niepisane zasady postępowania i zachowania, które określały porządek życia publicznego w procesie przekazywania kultury (cywilizacji) z pokolenia na pokolenie, w życiu zawodowym i społecznym, w miejscu pracy i w rodzinie. Tam ze starszego na młodszego, z mistrza na ucznia, z seniora na juniora, przechodził zestaw wyuczonych dobrych manier, stosowanych w biznesie, w miejscu pracy i życiu osobistym. Wzorców kulturowych, pożądanych społecznie i praktykowanych od małego w społecznej praktyce. Ścisłość stosowania tychże (ang.: compliance), plasowało/uje jednostkę w pozycji kulturowej/społecznej w narodowej grupie.

Wyborca polski próbował rozliczyć PO z obietnic. Sąd stwierdził: Nie można

Nie będzie kary dla partii za niespełnione obietnice wyborcze… bo sędzia ma takie widzi mi się, i już. Howgh!

Warszawski sąd okręgowy ostatecznie oddalił pozew Dominika Jafry, który domagał się od Platformy Obywatelskiej wpłacenia symbolicznej złotówki na cele społeczne za niewprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu.

Sąd uznał, że z etycznego punktu widzenia ma on rację, ale polityków nie można sądownie rozliczać za przedwyborcze obietnice. Dominik Jafra zapowiedział, że się odwoła do Trybunału Konstytucyjnego.

W kwietniu 2008 r. po negocjacjach ze swym koalicyjnym partnerem, czyli PSL, Platforma zrezygnowała z jednego ze swych sztandarowych pomysłów wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu. Na taką ordynację nie zgodziło się Stronnictwo.

Platforma, wychodząc naprzeciw ludowcom, proponowała wprowadzenie w wyborach do Sejmu ordynacji mieszanej, w której 230 posłów wybieranych byłoby w jednomandatowych okręgach wyborczych, 230 – w systemie proporcjonalnym. Jednak i z takiej propozycji ostatecznie się wycofała.

Pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum ogólnokrajowego m.in. w sprawie okręgów jednomandatowych w akcji pod hasłem “4 x TAK” w latach 2004 i 2005 podpisało się ok. 750 tys. obywateli.

źródło

Naprawę Polski najpierw trzeba zacząć od siebie, czyli od polskiej zbiorowej kultury, narzucić sobie dyscyplinę i wyższe wartości (nie koniecznie związane z tą czy inną religią), ale zaraz potem należy panie sędzie i panów sędziów rozliczyć, ukarać i uwięzić. Pozbawić praw publicznych. Zacząć sądownictwo od zera, z innymi ludźmi.

11. XI – Szczecin zaprasza na wspólny Marsz Niepodległości

Już za 21 dni, godz. 15:00, Plac Orła Białego; Dlaczego dziś musimy znowu walczyć o niepodległość?

Gdyż niepodległość to niezależność. Niepodległość można również określić jako suwerenność, czyli zdolność do samodzielnego, niezależnego od innych obcych podmiotów sprawowania władzy politycznej nad określonym terytorium, grupą osób lub samym sobą. Suwerenność państwa, czyli samostanowienie obejmuje niezależność w sprawach wewnętrznych i zewnętrznych. Definicja ta utworzona przez Jeana Bodina w 1576 roku ujmowała państwo suwerenne jako takie, które nie uznaje nikogo wyższego od siebie prócz Boga.

Jednak samodzielność państwa polskiego dzisiaj jest bardzo ograniczona, co dotyczy dziś sfery politycznej, militarnej i gospodarczej. Nam Polakom, nam Słowianom-Lechitom odebrano tę samodzielność. Odebrano nam miejsca pracy, zniszczono nasze fabryki i stocznie. Młodym inżynierom zabrano ośrodki badawczo-rozwojowe, więc polska myśl technologiczna pozbawiona miejsc rozkwitu nowej kadry technicznej kończy swój żywot w swoistej „dolinie śmierci”, gdzie wnioski patentowe i racjonalizatorskie skurczyły się do ilości 2,8 (na 1 mln mieszkańców), gdzie w Niemczech jest ich 260 (na 1 mln mieszkańców). Bez własnej silnej kadry technicznej nie może być własnej mocnej gospodarki.

Wymuszony przymus rozwijania „współpracy” międzynarodowej jest nieopłacalny dla polskiego ludu, a sprawą tu decydującą jest liczba niekorzystnych i „ciemnych” powiązań, która stale rośnie, np. dostęp do osobistych danych Polaków przez władze Izraela, obecność polskich żołnierzy w Afganistanie, itd. Jeśliby niezależność traktować poważnie i odpowiedzialnie, to należałoby zakładać potencjalnie choćby samowystarczalność polskiego państwa we wszystkich dziedzinach, na co dziś Polska nie może się niestety zdobyć. Proces integracji (czyt. zależności i podległości) już nie tylko gospodarczej, ale i politycznej względem patologicznych struktur Unii Europejskiej pokazuje, jak wiele rodzi to problemów związanych właśnie z faktem utraty suwerenności.

Innym charakterystycznym elementem naszych czasów jest dynamiczny rozwój organizacji globalnych, których członkami są osoby fizyczne lub prawne, a nie państwa. Skupiają one osoby oraz instytucje z różnych krajów, działające w różnych dziedzinach, z pominięciem bezpośredniego zwierzchnictwa państw. Ekstremalnie negatywne konsekwencje dla suwerennej pozycji polskiego państwa ma pojawienie się nowego typu organizacji – trans narodowych korporacji, które mają możność sterować polityką wewnętrzną i zagraniczną Polski, wykorzystując do tego swe potężne wpływy finansowe i powiązania polityczne. Należą do nich wielkie firmy gospodarcze oraz instytucje, w których nie istnieje kwestia przynależności narodowej, a ich interesy realizują się ponad interesem polskich obywateli. Jedne z najważniejszych tego typu organizacji to między innymi Fundacja Batorego (żyda Sorosa), Kościół Katolicki, CIA, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Inwestycyjny Goldman&Sachs, itd. Istotne jest też, że nie muszą one działać oficjalnie, a wykorzystywanie nieformalnych powiązań, finansowych nacisków i innego typu międzynarodowych struktur często uniemożliwia zauważenie przeciętnemu obywatelowi ich roli i wpływu na suwerenność państwa, gdzie w ustroju demokratycznym nosicielem suwerenności państwowej (suwerenem) powinien być polski lud, a nie obcy kapitał spekulacyjny. Suwerenność w aspekcie narodowym wskazuje na fakt, że władza państwowa wywodzi swą legitymację z demokratycznie wyrażonej woli narodu. Jednakże w Polsce sprowadzonej do „kucanych form życia” – to jest autorska fraza prof. Zybertowicza – czyli smutnego bytu eksploatowanej kolonii, demokracja jest tylko fasadą (pustym sloganem), więc Polacy nie są niestety w swoim kraju suwerenem, to trzeba dziś ponownie wspólnie wywalczyć. Bez własnego kapitału nie może być własnej polskiej gospodarki.

Mówiąc o suwerenności państwa należy odwoływać się przede wszystkim do jego efektywności, czy zdolności ponoszenia odpowiedzialności za realizację potrzeb i interesów własnych polskiego społeczeństwa. W opozycji do tego stoi aktualny zapis w Konstytucji RP w art. 90 ust. 1: “Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach. W efekcie mamy antypolski Traktat Lizboński, Ruch Autonomii Śląska, Ruch Autonomii Mazur, itp.

Autarkia (samowystarczalność), tak w pojęciu ekonomicznym, jak i filozoficznym, powinna być od dziś polskim narodowym celem i wybawieniem. Polacy muszą zechcieć być autonomiczną wspólnotą, gdzie Polak Polakowi jedynym bratem i ratunkiem, którego istnienie i pomyślność jest najwyższą egzystencjalną wartością. Bez jej istnienia byle obcy będzie dyktował nam warunki brzegowe naszego neo-niewolnictwa czy szansy biologicznego przeżycia. Podległość to nędza, bieda i ubóstwo. Czy tego chcemy?

Napisano z okazji zbliżających się szczecińskich uroczystości 11. listopada (Święta Niepodległości)
– 93. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku..

Autor: Maciej P. Krzystek, socjolog niezależny; Sydnej, dn. 21.10.2011 r.
http://NarodowySzczecin.pl

Czy Polacy zagłosowali w Australii?

W Australii: 1. PiS, 2. PO (niemal ex aequo) i daleko, daleko… 3. Palikot oraz dramatycznie niska frekwencja. Największy przegrany? Jak zwykle, naród polski: Słowianie-Lechici.

Wyniki wyborów w Australii do Sejmu RP (9 października 2011 r.)

Wyniki te nie różnią się od tych z Polski, frekwencja podobnie niska. Na ok. 164 tys. Australijczyków przyznających się do polskich przodków oraz ok. 54 tys. mieszkańców Australii urodzonych w Polsce i wciąż mówiących w domu w języku polskim (dane z Cenzus), w głosowaniu 2011(osobistym i korespondencyjnym) wzięło udział zaledwie 1200 osób.

Kogo Ci bojkotujący wybory „olali”? Czy oni myślą, że wypięli się na PO, PiS, Palikota, na międzynarodówkę syjonistów, że wypięli się na tych „onych”?

Ludzie! Przecież ci „oni” nie przejmują się niską frekwencją, nigdy się nie przejmowali, niby dlaczego mieliby się tym przejmować(?). Oni się dalej nawzajem powybierali, mają znowu legalny sejm, senat i władzę nad wami, w każdym najmniejszym calu. Wy Rodacy, to wypięliście się przede wszystkim sami na siebie, na swoje dzieci i przyszłe polskie pokolenia oraz na mnie, ja głosowałem… jak zwykle bez Was. Mój głos w tabelach poniżej znajdziecie, jak zwykle, wśród tych najmniej popularnych: Lista nr 6 i Krzekotowski, wedle mojej instrukcji z tego komentarza (…na ostanie miejsca, na tych spoza sejmu)
http://socjologiakrytyczna.nowyekran.pl/post/28595,skonka-i-zagozda-do-rodakow-bojkotujemy-te-wybory-czy-nie#comment_236733

Wyniki poszczególnych Komitetów Wyborczych

Kandydat Liczba głosów
OKW 15 Canberra OKW 16 Sydney OKW 17 Melbourne OKW 18 Adelaide OKW 19 Brisbane OKW 20
Perth Łącznie
Lista nr 1 Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość —
KW Prawo i Sprawiedliwość

13

213

156

88

37

52

559
Lista nr 2
Komitet Wyborczy Polska Jest Najważniejsza —
KW Polska Jest Najważniejsza

0

3

5

0

1

1

10
Lista nr 3
Komitet Wyborczy Sojusz Lewicy

0

5

2

0

0

2

9
Lista nr 4
Komitet Wyborczy Ruch Palikota

1

47

13

1

8

13

83

Lista nr 5
Komitet Wyborczy Polskie Stronnictwo Ludowe — Komitet Wyborczy PSL

1

6

3

1

1

0

12

Lista nr 6
Komitet Wyborczy Polska Partia Pracy – Sierpień 80 — Komitet Wyborczy PPP – Sierpień 80

0

3

0

0

0

0

3
Lista nr 7
Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP — KW Platforma Obywatelska RP

22

257

103

22

44

76

524

Łączna liczba ważnych głosów 37 534 282 112 91 144 1200

Wyniki wyborów w Australii do Senatu RP
(9 października 2011 r.)

Kandydat Liczba głosów
OKW 15 Canberra OKW 16 Sydney OKW 17 Melbourne OKW 18 Adelaide OKW 19 Brisbane OKW 20
Perth Łącznie
1. BORYS-DAMIĘCKA Barbara
Zgłoszona przez Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP — KW Platforma Obywatelska RP

24

298

117

25

45

83

592
2. IZBAN Włodzimierz
Zgłoszony przez Komitet Wyborczy Polskie Stronnictwo Ludowe — Komitet Wyborczy PSL

1

12

6

0

4

3

26
3. KRZEKOTOWSKI Jerzy Wojciech
Zgłoszony przez Komitet Wyborczy Wyborców Jerzego Krzekotowskiego — KWW Jerzego Krzekotowskiego

0

8

1

1

2

4

16
4. ŁANIEWSKA-BŁASZCZAK Katarzyna Janina
Zgłoszona przez Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość — KW Prawo i Sprawiedliwość

14

215

158

86

40

54

567
Łączna liczba ważnych głosów

39
533
282
112
91
144
1201

Uwagi:
1. Wyborcy głosowali na kandydatów do Senatu RP z okręgu wyborczego nr 44 (Warszawa).
2. Wyniki OKW 16 w Sydney obejmują również głosy oddane korespondencyjnie.

A na koniec trochę widoków w jakim kierunku Polska zmierza. Widocznie, jak takie obrazki Polacy w Polsce zobaczą w sklepach w których robią codziennie zakupy, to zrozumieją, co ja już rozumiem, robiąc zakupy w swoim sklepie w Sydnej (dzielnica Waverley-Bondi Junction), jak poniżej:

Szczegółowe wyniki wyborów w Australii mogę wysłać zainteresowanym e-mailem.

Jak powstał majątek Palikota?

Jak większość majątków w bandyckiej III RP. Ich posiadacze są wciąż bezkarni. Immunitet poselski/senatorski pomaga im w tym.

Niektórzy już okrzyknęli go Lepperem z miasta, a jego Ruch Poparcia, miejską Samoobroną. Faktycznie, nihilistyczna młodzież, popierająca wcześniej PO zdaje się wybierać dziś Palikota, bo… on jest “cool” (?). [tłum.: przewspaniały, bombowy]

Dnia 28. stycznia 2004 r. Polmos Lublin podpisał umowę ze spółką Market Consulting (Europe) Limited z siedzibą w Londynie, zlecając jej wykonanie usług zmierzających do nabycia przez Polmos akcji jakiegoś angielskiego producenta alkoholu. Tytułem zaliczki Market Consulting dostał 2 mln euro. Siedziba firmy zarządzającej spółką Market Consulting mieści się na Wyspach Dziewiczych – co to oznacza, wie każdy, kto ma pojęcie o przepływie kapitału do rajów podatkowych. Na nasz rozum z Polmosu najzwyczajniej wyprowadzono 2 mln euro.

Aby pojąć sens transakcji z Market Consulting,
należy powrócić na moment do umowy
prywatyzacyjnej, która zobowiązywała nabywcę
Polmosu, czyli należącą do Janusza Palikota
Jabłonnę S.A., do zapłaty skarbowi państwa
należności za gorzelnię w pięciu równych ratach.
Pierwsza została wpłacona 21 września 2001 r.,
ostatnia powinna być wpłacona 21 września 2005 r.
Istnieją podstawy przypuszczać, że Palikot nie
miał dość pieniędzy, aby kupić Polmos Lublin.
Wpłatę drugiej raty np. spóźniono o siedem
miesięcy, za co skarb państwa ukarał Jabłonnę S.A.
karą w wysokości blisko 1,5 mln zł. Pod koniec
2003 r. macherzy finansowi doradzający Palikotowi
wpadli na genialny pomysł. Jeżeli brakuje
pieniędzy, należy je wyjąć z Polmosu.

Przyjrzyjmy się następującemu łańcuchowi zdarzeń:

28 stycznia 2004 r. – Polmos podpisuje umowę z
Market Consulting.
2 lutego – 2 mln euro trafia na konto Market
Consulting.
5 lutego – w Luksemburgu powstaje spółka Grund
Corporate Finance Partners;
jej jedynym udziałowcem jest JP Family Foundation
z siedzibą na Antylach Holenderskich (JP to
inicjały imienia i nazwiska Janusza Palikota).
5 lutego – 2 mln euro (minus prowizja) z konta
Market Consulting w Anglii trafia na konto Grund
Corporate Finance Partners w Luksemburgu.
6 lutego – Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy
Jabłonnej S.A. podejmuje uchwałę, której skutkiem
jest podniesienie kapitału poprzez emisję nowych
akcji na kwotę 9,4 mln zł.
Akcje te zobowiązuje się nabyć Grund Corporate
Finance Partners.
Teraz już bez żadnych przeszkód pieniądze z
Luksemburga mogą wrócić do Polski – do Jabłonnej
S.A., a ta może spłacić skarbowi państwa kolejne
raty, a nawet karę za spóźnienie. No i co w tym
złego? – można zapytać. Czy Januszowi Palikotowi
nie wolno obracać własnymi pieniędzmi tak jak
chce? Otoż nie wolno!

Pomińmy moralny aspekt całej sprawy: Palikot kupił
Polmos Lublin za pieniądze nie swoje, tylko
Polmosu (podobnie było z prywatyzacją PZU S.A.).
Opisane wyżej losy 2 mln euro są jawnym złamaniem
art. 345 § 1 kodeksu spółek handlowych. Stanowi
on, że spółka nie może udzielać pożyczek,
zabezpieczeń, zaliczkowych wypłat czy w
jakikolwiek inny sposób pośrednio finansować
nabycia emitowanych przez nią akcji.

Specjaliści twierdzą, że takie pożyczki lub inne
(nawet nie bezpośrednie) formy finansowania mogą
być unieważnione, co z kolei może spowodować spór
ze skarbem państwa. Państwo może teraz (powinno!)
dochodzić swoich praw poprzez nałożenie na
Jabłonną S.A. kar podatkowych, a nawet próbować
unieważnić prywatyzację Polmosu Lublin. Wychodzi
na to, że w Polsce każdy gigurant z odpowiednimi
dojściami do ludzi władzy może kupić państwową
fabrykę za jej pieniądze. Nic więc dziwnego, że
większość Polaków uważa prywatyzację za
nieuczciwą. Dowodów na złodziejską prywatyzację
jest coraz więcej. Przykład oddania lubelskiego
Polmosu w ręce Janusza Palikota opinię tę
wzmacnia.

Warto pamiętać, że za prywatyzacją Polmosu Lublin
stała ta sama ekipa polityczna, która usiłowała
sprywatyzować PZU SA. Umowa prywatyzacyjna zawarta
została bowiem we wrześniu 2001 r., krótko przed
tym, jak urzędnicy z AWS mieli się żegnać ze
stołkami. Już wcześniej Palikot został Prezesem
Zarządu Ambry i pełnił tę funkcję w latach
1990-2001. akcjonariuszami Ambry byli wówczas
hanna Suchocka, Jacek Kuroń i Henryk Wujec.
Janusz Palikot planował kandydować na prezydenta
Miasta Lublina. Trwały przygotowania gdy niejasną
prywatyzacją Polmosu Lublin zainteresował się
prokurator. Nietrudno się domyślić, że immunitet
poselski zdecydowanie bardziej przydał się w
karierze Palikota.”

Grupa promująca Palikota.
PR-owskich. Jednego z doradców Palikota zatrudniali wcześniej LiD, Gudzowaty, Krauze oraz Stokłosa.
Palikot jeszcze dwa lata temu był znany tylko tym, którzy mocno interesowali się polityką. Kto stoi za medialną karierą skandalisty z PO?
Murzyn od Stokłosy, człowiek Krauzego, biograf Gudzowatego
Głównym nieoficjalnym doradcą Palikota w tej dziedzinie jest Jacek Prześluga, prezes dwóch agencji PR: `Look at’ i Locomotiva. Sam Prześluga swoją rolę widzi inaczej: – `Look at’ pracowała przy reklamowaniu bloga pana posła Palikota w 2007 r. Umowa się skończyła, to wszystko – mówi. Chyba jednak niezupełnie, bo Prześluga tworzył też radio internetowe Nisha.pl, wspierane przez Palikota, i był współautorem jego książki `Poletko Pana P.’.
Prześluga to były dziennikarz `Gazety Poznańskiej’. Jego dawni koledzy podejrzewają, że rola, jaką odgrywa przy Palikocie, jest o wiele większa, niż skromnie deklaruje. – Kiedy zobaczyłem koszulki `Jestem gejem’ i `Jestem z SLD’ oraz plastikowego penisa, od razu pomyślałem, że to robota Jacka – mówi poznański dziennikarz. – Zdolny, ale działający na zasadzie `byle głośno’ i dość cyniczny – tak charakteryzuje dawnego kolegę.
W 1989 r. Prześluga był asystentem senatora Henryka Stokłosy, który jako jedyny w Polsce pokonał kandydata `Solidarności’ do Senatu w wyborach kontraktowych. – Rozdawanie kiełbasy i ciągników to były jego pomysły – opowiada nasz informator. Prześluga został też redaktorem naczelnym pilskiego `Tygodnika Nowego’, wydawanego przez Stokłosę.
Potem jednak pokłócił się z senatorem. W `Panoramie Pilskiej’ opublikował cykl tekstów, zatytułowany `Byłem murzynem Stokłosy’. Został pobity przez nieznanych sprawców, co opisał, sugerując, że za pobiciem stoi Stokłosa. Senator podał go do sądu o zniesławienie i wygrał.
Prześluga pojawiał się potem w otoczeniu najbogatszych polskich oligarchów. Był rzecznikiem Prokomu Ryszarda Krauzego. Tłumaczył m.in. zastrzeżenia wobec tej firmy, związane z informatyzacją ZUS-u. Napisał też książkę `Gudzowaty’, przedstawiającą biznesmena jako pozytywną postać. `Jest twardym graczem, lubi zarabiać pieniądze, uwielbia prowadzić interesy, a jednocześnie podkreśla, że powoduje nim, prócz ludzkiej chęci zysku, czysty patriotyzm’ – tak w reklamówce książki przedstawiono Gudzowatego.
Zarabianie na skandalizowaniu to dla Prześlugi nie nowość. W latach 90. było o nim głośno z powodu oferowanego nastolatkom `Kalendarza szalonego małolata’ jego autorstwa, zawierającego m.in. sekskomiks. Były w nim też dowcipy w rodzaju: `Co musi zrobić łysy, żeby podrapać się po włosach? – Dziurę w kieszeni’ oraz rady takie jak: `Życie nie pieści. Pieśćmy się sami’. Na kartce walentynkowej doradzano dziewczynom dedykację: `Kocham Cię słodko i tylko dla Ciebie kręcę swoją pupcią’. Kalendarz, oprotestowywany przez niektórych nauczycieli, sprzedawał się znakomicie. W kampanii wyborczej 2007 r. Prześluga pracował dla LiD-u. Plotki, że pracuje jednocześnie dla LiD-u i Palikota, zaniepokoiły wówczas działaczy SLD, które rywalizowało przecież z PO. Tadeusz Iwiński miał zarzucić mu `polityczną bigamię’. – Działacze SLD mieli do niego pretensje, że traktuje kampanię czysto technicznie, nie zwracając uwagi na lewicowe ideały.
Za czasów rządów SLD został prezesem PKP Intercity (wcześniej był rzecznikiem tej spółki).
Wkrótce potem założył agencję `Look at’ wspólnie z Anną Rosiek, byłą rzecznik PKP IC.
Przy okazji kampanii reklamującej bloga Palikota, z firmą `Look at’ współpracowała agencja Media Concept, która odpowiadała za `planowanie i zakup mediów’. Media Concept robiły billboardową kampanię Donalda Tuska jako kandydata na prezydenta. Stanowią część grupy Just.
W ostatnich wyborach na prezydenta Warszawy Prześluga był z kolei autorem kampanii Marka Borowskiego, kandydata SdPl.
W 2005 r. z Palikotem współpracowała firma Cross Media, której prezesem jest Andrzej D. Pytany o to D. mówi, że Palikota szkolił prywatnie: – Przeprowadziłem wtedy szkolenie dla kandydatów Platformy z Lublina, na zasadzie dżentelmeńsko-przyjacielskiej, bo poprosił mnie o to Janusz Palikot, z którym się znałem. Janusz dzwonił też do mnie z różnymi pomysłami i pytał, co o nich sądzę. To trwało przez jakieś pięć czy sześć miesięcy. Brałem udział we wszystkich kampaniach wyborczych od 1989 r., więc moja wiedza mogła być dla niego przydatna.
Nieco inaczej sprawę zapamiętał nasz informator: – Palikotem zajmował się trzyosobowy sztab szkoleniowy z Cross Mediów. Szkolenia dotyczyły autoprezentacji, mowy ciała, kreowania własnego wizerunku – twierdzi.
Andrzej D. to były szef rady nadzorczej Polskiego Radia oraz członek rady nadzorczej TVP z nadania Unii Wolności. W PRL działał w NZS-ie, a potem KL-D i UW. W 2005 r. został aresztowany. Prokuratura postawiła mu też zarzuty w aferze Stella Maris. `Andrzej D. jest oskarżony o to, że od maja 2000 r. do maja 2001 r. pełniąc funkcję prezesa Cross Media, przywłaszczył powierzone mienie spółki w wysokości 751 tys. zł w ten sposób, że zatwierdził do wypłaty 23 faktury wystawione przez firmy konsultingowe jednego z podejrzanych w aferze Stella Maris np. z tytułu udziału w fikcyjnych negocjacjach’ – mówił PAP rzecznik gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej Krzysztof Trynka.
Jak twierdzą nasi rozmówcy, z Palikotem współpracuje też Platforma Mediowa Point Group. Z jej strony internetowej można się dowiedzieć, że jest ona `holdingiem medialnym funkcjonującym w szeroko pojętym obszarze mediów i komunikacji marketingowej’.
Point Group była wydawcą książki Palikota `Płoną koty w Biłgoraju’. – To ludzie z Point Group namówili Palikota na zmianę tytułu książki, podsuwali mu też wiele pomysłów – twierdzi nasz informator. Do Point Group należą pisma `Machina’, `Film’, `dlaczego?’, `dlatego!’ oraz strony internetowe Korba.pl i Sport24.pl.
W październiku 2008 r. media obiegła wiadomość, że Point Group zamierza reaktywować tygodnik `Ozon’, którego właścicielem był Palikot.
Z kolei w listopadzie 2008 r. Palikot pojawił się na okładce `Machiny’, a Point Group wywiad z nim reklamowała następująco: `Janusz Palikot nie został Warszawską Syrenką 2008 (jeszcze), ale i tak trafił na okładkę »Machiny«. W wielkich rogowych okularach, z grzecznie zaczesaną grzywką, w towarzystwie nieodłącznych kotów, poseł Platformy Obywatelskiej opowiada o swoim zauroczeniu Donaldem Tuskiem, o rodzinie, która go wspiera (żona), choć próbuje temperować (matka i teściowa), o braku erudycji Jana Rokity i pojedynkach na słowa i gesty z Jackiem Kurskim, o Syzyfie i pokucie. Zapowiada też zmianę wizerunku, a sesja dla »Machiny« jest tylko jej przedsmakiem’. `Janusz Palikot na pewno jest wybitnym artystą tego, co możemy nazwać »pop-polityką«’ – zachwalał Piotr Metz, redaktor naczelny `Machiny’.
Gdy spytaliśmy w Point Group o współpracę tej firmy z Palikotem, skierowano nas do sekretarza redakcji `Machiny’. – `Machina’ przeprowadziła wywiad z panem Palikotem i to wszystko, żadnej innej współpracy nie ma – usłyszeliśmy.
Rząd, samorządy i PR-owcy Palikota
Przyglądając się działalności agencji PR-owskich związanych w różnych czasach z Palikotem, nie sposób nie zauważyć jednej prawidłowości – wiele z nich ma wyjątkowe szczęście do rządowych oraz samorządowych kontraktów.
Firma Locomotiva chwali się, że na zlecenie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego zrealizuje kampanię informacyjno-promocyjną prezentującą dorobek Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego. Zlecenie obejmuje przygotowanie i emisję trzech spotów reklamowych w telewizji oraz 19 spotów radiowych do emisji w stacjach regionalnych Polskiego Radia, a także w dwóch ogólnopolskich rozgłośniach radiowych (Radio Zet i Program I PR). `Zakupem mediów’ przy tej okazji ma się zająć znany nam już dom mediowy Media Concept. Budżet kampanii jest niemały – wynosi 2,5 miliona złotych. Locomotiva włączyła się też bezinteresownie do kampanii społecznej `Rodzice Zastępczy – Miłość Prawdziwa’, organizowanej przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
`Dziennik Wschodni’ informował z kolei, że władze Lublina, którego prezydentem jest działacz PO Adam Wasilewski, wysłały do firmy `Look at’ ofertę współpracy w promowaniu miasta. Jak powiedział gazecie Jacek Prześluga, do przesłania władzom miasta propozycji hasła promującego Lublin namówił go Palikot. `Look at’ pomogła też – za 53 tysiące złotych – w opracowaniu strategii promocji Lubelszczyzny, za którą odpowiadał tamtejszy Urząd Marszałkowski.
Z kolei agencja Just wygrała ostatnio przetarg na `opracowanie i realizację kampanii wprowadzającej nowy logotyp i claim dla marki miasta Poznań’. Częścią grupy Just jest wspomniana firma Media Concept. Miastem rządzi prezydent Ryszard Grobelny, otwarcie wspierany przez PO do czasu kłopotów prawnych, związanych z aferą Kulczykparku. Tak się składa, że Just i Media Concept robiły też w zeszłym roku kampanię dla firmy Volkswagen-Kulczyk Tradex. Pod apelem w obronie Ryszarda Grobelnego, powstałym przy okazji jego sądowych kłopotów, odnajdujemy zaś podpis: `Jacek Prześluga – menedżer’.
Locomotiva wybrana została z kolei przez władze Szczecina, które zleciły jej projekt i realizację kampanii billboardowej. Szczecin pozdrawiał turystów na plakatach po duńsku, angielsku, niemiecku, kaszubsku i góralsku.

Wielbiciele Palikota chcą przejąć `Rzeczpospolitą’
Ostatnio głośno stało się też o Platformie Mediowej Point Group, która chciałaby przejąć dziennik `Rzeczpospolita’. W tym celu powołała ona do życia spółkę Point Group Rzeczpospolita, która ma przygotować ofertę kupna od Ministerstwa Skarbu Państwa 85 procent udziałów Przedsiębiorstwa Wydawniczego Rzeczpospolita. A ono jest właścicielem 49 procent udziałów w spółce Presspublica, która jest wydawcą `Rzeczpospolitej’, także `Życia Warszawy’ i `Parkietu’.
Ekspert z branży PR, szef dużej agencji, nie ma wątpliwości, że dla Palikota muszą pracować profesjonalni PR-owcy. – Świadczy o tym choćby szybkość reakcji na wydarzenia medialne. Nieprzypadkowo też najbardziej skandalizujące wypowiedzi Palikota pojawiają się w momentach dogodnych dla PO. Kiedy PiS ogłosił mający ręce i nogi program walki z kryzysem, Palikot obraził minister Gęsicką. I media mówiły tylko o tym, a nie o programie PiS – stwierdza. Przyznaje, że Palikot szybko został wylansowany jako rozpoznawalna w 40-milionowym narodzie osoba, ale dla Platformy niekoniecznie musi skończyć się to dobrze. – Palikot stanie się w pewnym momencie niebezpieczny, ale nie dla PiS, które może też swoje ugrać – zyskiwać na oburzeniu jego metodami, tylko dla kolegów z PO. Mając nazwisko, może zacząć dystansować się od dotychczasowego wizerunku, a zacząć prezentować się jako ekspert od gospodarki, który odniósł sukces w biznesie. A jest sto razy bardziej medialny niż Grzegorz Schetyna, któremu żadne szkolenie tu nie pomoże – mówi.
Andrzej D. także docenia sukces swojego kolegi. – Madonna stała się królową popu, bo była głośna dzięki skandalom. Być może było w tym czasie tysiąc piosenkarek mających lepszy głos niż ona, ale to ona dzięki tym zabiegom jest tam, gdzie jest.
Co Palikot będzie robić za 5 czy 10 lat? – To jest bardzo dobre pytanie, nie wiem tylko, czy sam Janusz zna na nie odpowiedź – mówi D.
Tego nie udało się nam sprawdzić. Do chwili zamknięcia numeru Janusz Palikot nie odpowiedział na naszą prośbę o rozmowę.

(znalezione w sieci, wpis z 2009r.)

Więcej:

Szokująca prawda o “partii” Palikota http://wybory.wp.pl/kat,129756,title,Szokujaca-prawda-o-partii-Palikota-To-moze-go-pograzyc,wid,13858463,wiadomosc.html

Czy ojciec Palikota był zbrodniarzem wojennym?

Jak Kosher-Polonia promuje się polskim kosztem

Ci, co wciąż dają się nabrać syjon-propagandzie w Polsce na rzekome zagrożenie ze strony Rosji, niechaj zobaczą najpierw działania V kolumny, czyli “polskiej” dyplomacji (MSZ), w żydowskich rękach, na przykładzie jednej placówki MSZ z Sydnej.

Polacy, swoją polityczną biernością, dopuścili żydów do polskiego budżetu państwowego złożonego z podatków od polskiego podatnika i kredytów zaciągniętych na Polaków, w tym tych jeszcze nienarodzonych. Zatem żydzi używają tych polskich funduszy jak chcą, gdzie chcą i kiedy chcą. Ludzie mają tak w naturze, że wspierają swoją grupę, a nie obcą. Skoro żydowski interes rządzi się w Polsce, to wiadomo, że Polakowi została w udziale tylko nędza i bieda. Pasywność obywatelska ludu, zaprowadzi zawsze każdą demokrację, na szlaki niewolnictwa. Słowianin-Polak niewolnikiem w X w. się już urodził, w odróżnieniu od Słowianina-Lechity(zamordowany był w średniowieczu jako wolny człowiek między IX w., a XII w.), pytaniem jest, czy jego potomne dziecko w XXI w. zechce dalej żyć w niewoli. Jednak pamiętać nam trzeba, iż Wolność sama nie przychodzi, o Wolność trzeba walczyć.

Przedstawię teraz przykłady,
jak ten żydowski Konsul RP (z poprzedniej notki) za pieniądze polskiego podatnika z Polski, wraz z zaciągniętymi państwowymi kredytami, od innych światowych żydów, na potomków tegoż polskiego podatnika, propaguje “polską” kulturę w Sydnej. Poniżej lista przykładowych zaproszeń e-mailowych, jakie dostałem na moją e-skrzynkę pocztową, od Konsula do Polonusów, z ostatniego roku, na wydarzenia kulturalne organizowane i finansowane przez placówkę konsularną MSZ :

1) Szanowni Państwo, Przesyłam w załączeniu informacje o związanych z Polską wykładach: Prof. Jonathana Webbera z Instytutu Studiów Europejskich Uniwersytetu Jagiellońskiego, na tematy związane z dziedzictwem kultury żydowskiej w Polsce – w Sydney w dniach 18 i 25 września oraz 16 i 23 października 2011 r.

2) W nawiązaniu do przesłanych wcześniej wiadomości serdecznie zapraszam też osoby mieszkające lub przebywające czasowo w Sydney na dwa kolejne wydarzenia organizowane w Konsulacie w najbliższych dniach: Promocję książki „Rose Petal Jam. Recipes & Stories from a Summer in Poland” autorstwa Beaty Zatorskiej i Simona Targeta – w czwartek 25 sierpnia o godz. 19.00.
– [na tym spotkaniu w języku angielskim dowiedziałem się od pana Simona Targeta – prywatnie męża lekarki Zatorskiej, że kuchnia polska jako taka nie istnieje, bo to w zasadzie wszystko jest kuchnia żydowska (sic!)]

3) Serdecznie zapraszam osoby mieszkające lub przebywające czasowo w Sydney na wydarzenie muzyczne w Konsulacie w najbliższym czasie: Wieczór z Beatą Wald [żydówka polskojęzyczna]– w sobotę 26 marca o godz. 19.00;
Serdecznie zapraszam na oba wydarzenia również Państwa australijskich znajomych. Wstęp oczywiście wolny. Spotkanie jest organizowane wspólnie z Australijskim Instytutem Spraw Polskich [AISP – to jest prywatna towarzyska grupa emerytów – żydów polskojęzycznych mieszkających w Sydnej – ale bardzo aktywnych w ramach polskich finansów „zażydzonego” Konsulatu RP w propagowaniu żydowskiej kultury wszem i wobec].

4) W ślad za wcześniej wysłanym zaproszeniem, uprzejmie przypominam też Państwu, że w najbliższy piątek 25 lutego o godz. 19.00 w sali Konsulatu odbędzie się spotkanie (w jęz. polskim) poświęcone książkom podróżniczym pani Basi Meder (organizowane wspólnie z Kołem Akademików Polskich). [B.M., to żydówka polskojęzyczna i KAP, to grupa żydów z Polski emigrujących do Australii w różnym czasie już nawet po roku 1955, którzy teraz są pozatrudniani w kilku placówkach akademickich w Sydnej w roli szeregowych wykładowców: matematyki, statystyki, humanistyki, etc.]

5) Serdecznie zapraszam osoby mieszkające lub przebywające czasowo w Sydney na dwa najbliższe wydarzenia w Konsulacie: Wieczór poetycko-muzyczny poświęcony wierszom pani Ludwiki Amber – w piątek 18 lutego;

6) Serdecznie zapraszam osoby mieszkające lub przebywające czasowo w Sydney na spotkanie z panem Krzysztofem Gieratem [to żyd polskojęzyczny], dyrektorem Krakowskiego Festiwalu Filmowego.

7) … w przypadku konieczności załatwienia spraw urzędowych w naszym Konsulacie uprzejmie proszę kierować je bezpośrednio do: pani konsul Małgorzaty Gromann (malgorzata.gromann@msz.gov.pl) w sprawach paszportowych, obywatelskich i wizowych;

8)Pragnę Państwa poinformować, że Prof. A. Skotnicki – który przyjeżdża do Australii na zaproszenie Australijskiego Instytutu Spraw Polskich [to żydzi polskojęzyczni] – wygłosi wykład w języku angielskim na temat The Role of Oskar Schindler and Polish Righteous Among the Nations w The Sydney Jewish Museum (148 Darlinghurst Rd, Darlinghurst) w środę 10 listopada o godz. 11.00. Wstęp wolny. Osoby zainteresowane proszone są o potwierdzenie swojego udziału, do dnia 3 listopada, na telefon 9360 7999 albo e-mailem na adreseducation@sjm.com.au.

9) Serdecznie zapraszam osoby mieszkające lub przebywające czasowo w Sydney na wieczór literacki z panem Peterem Skrzyneckim, w trakcie którego zaprezentowany zostanie jego najnowszy, dwujęzyczny zbiór wierszy „Old World * New World / Stary świat * Nowy świat” Spotkanie odbędzie się w siedzibie Konsulatu (10 Trelawney St, Woollahra) w sobotę 14 sierpnia 2010 od godz. 18.00, w języku angielskim.

I tak dalej, itp., a to jest wypis publicznej propagandowej aktywności, tylko z jednej placówki dyplomatycznej RP na świecie (a polski podatnik ma ich setki do opłacania) i tylko z 12 miesięcy do tyłu. Skala syjonizacji i pacyfikacji kulturowej Polaków przez syjonistyczne żydostwo jest chyba obrazoburcza (?). Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Polsce jest już od nastu, a nawet dziesiątków lat zażydzone. Wspomnijmy II RP i ministra MSZ Józefa Becka (choć toczy się wciąż dysputa, czy to było pochodzenie żydowskie, czy flandryjskie).